Witam!
Weekend zaczelismy juz w piatek rano. Okolo 8 opuscilismy zalany
deszczem Szczecin i pognalismy w strone morza. Naszym celem mialo byc
Swinoujscie. Chlopaki zaatakowali spot jakies 30 min zanim do nich
dobilem, wiec juz w trasie wiedzialem, ze Swinia nie dziala. Wiatr slaby
i od ladu... Nawrotka do Miedzyzdrojow. Tam ladny onshore, troche
odbijajacy w lewo, co pozwalalo spokojnie wyjsc w morze. Sila ok. 6 bft.
Troche mnie to zaskoczylo, spodzielwalem sie lajtowych slizgow na malych
falach, a tu na starcie taka niespodzianka... Jak zwykle przy takim
wietrze zrobily sie super fale do jazdy backside, a i podskoczyc czasami
mozna bylo. Chyba drugi raz w tym roku zaliczylem dobre mielenie, raz
nawet z Macsurfem na tej samej fali ;-) Generalnie nie bylo za latwo, bo
fale atakowaly gesto i jesli tylko zabraklo wiatru lub popelnilo blad -
bec! Rudy poswiecil w ten sposob maszt, a Macsurf dorobil sie nowej laty
na desce i kilku ran cietych od fina ;)
Wialo tak do 14. po czym stwierdzilismy, ze czas na nas i udalismy sie
do Czarnocka. Po drodze minelismy samochod warszawskiej ekipy, ktora
zajechala w nasze strony na tzw. prognoze. Na pierwsze starcie chlopaki
wybrali Zalew Szczecinski, ale mieli mniej szczescia, bo jak sie
okazalo, wiatr ktory ladnie dopisal nad samym morzem, na Zalew juz nie
wchodzil.
W sobote wiatr odkrecil o 180 i przy czystym niebie zaczela dmuchac
dobra 5-ka. Zjechalo calkiem sporo osob. Ostatnio tyle samochodow
widzialem na Zlocie. Ekipy z Warszawy, Zielonej Gory, Szczecina...
Jedyny mankament tego dnia polegal na dalekim wyjsciu od brzegu. Wiatr
zaczynal sie wlasnie jakies 200 m od niego. Dalej juz rowniutko i na
pelnym dozaglowaniu. Bartek z Zielonej rzezbil koknretnego freestylea,
Macsurf z Dethem urzadzali mordercze wyscigi do polowy zalewu, a Boruta
cwiczyl loopy... :)
Pomijajac watpliwa dyskusje z paru watkow nizej ;), na wodzie mocno mnie
kolezka zaskoczyl... Jak go zobaczylem w kasku myslalem ze odstawi jakas
lipe i bedzie niezly polew na forum, ale... Specjalnie za nim poplynalem
zeby byc swiadkiem tego wydarzenia. Nagle, ni z tego ni z owego Boruta
wybija sie z plaskiej wody i chwile pozniej widze jego deske pionowo
skierowana dziobem w wode i zaglem w idealnym ustawieniu, masztem
rownolegle do tafli. Pozniej co prawda nie dokrecil, ale sama inicjacja
byla w pelni zawodowa. Do tego stopnia, ze powiedzialem sobie ku@#a i
wrocilem po kask :)
Po chyba 10 latach strachu w koncu udalo mi sie przelamac i zrobic
pierwsze proby z deska. Sprobowalem metode kiedys opisywana w Boards -
skok z tylu fali na mocnym baksztagu. Nie musze chyba pisac, ze efektem
byla niezla glebo-katapa, ale nareszcie przekonalem sie, ze to w sumie
nic strasznego, nawet uderzenie o wode nie jest przykre. Tylko kask sie
przydaje, gdyby nie on, pewnie mialbym maly problem z uchem... Fajnie
sie pamieta o obracaniu glowy na ladzie, niestety na wodzie przy
pierwszych probach wychodza wszystkie bledy. Strach zabija technike ;)
A wieczorkiem oczywiscie zaliczylismy sympatyczna kameralna imprezke... ;)
Mam nadzieje ze w tym sezonie uda sie jeszcze zrobic jakas galeryjke z
loopowania, tym bardziej, ze za tydzien znowu cos zapowiada Czarnocin :)
Teraz tylko skromna dokumentacja Decika:
http://www.czarnalaka.neostrada.pl/galerie.html
--
Pozdrawiam
Krzysiek
http://www.sieplywa.pl
http://www.czarnalaka.w.pl